Małże a perły
Coraz częściej też zadawano sobie pytanie, skąd biorą się perły
we wnętrzu małży. Głowili się nad tym mędrcy starożytności, aż wresz-
cie po rozpatrzeniu wszelkich za i przeciw uznali, że dzieje się to
przy udziale sił nadprzyrodzonych. Ponieważ morze i oceany zapeł-
nione były Oceanidami, syrenami i niezliczoną ilością innych boskich
stworzeń, a perły, podobnie jak łzy okrągłe, lśniły jakby wilgotnym
blaskiem, nie ulegało wątpliwości, że są to właśnie skamieniałe,
boskie łzy. Nie wszyscy jednak wierzyli w boskie pochodzenie pereł,
a już na pewno nie chińscy mnisi, którzy w XIII wieku zmusili perło-
pławy do „wytwarzania" perłowych posążków Buddy. W tym samym
czasie, w którym uczeni Europy przekazywali sobiewiedzęo perłach —
skamieniałych łzach ludzi nieszczęśliwych i pokrzywdzonych, w Chi-
nach wiedziano, że kościane posążki Buddy włożone do wnętrza sko-
rupy żywego małża po kilku latach staną się „perłowe". A przecież
do wnętrza małży wprowadzała je nie boska, ale ludzka ręka. A je-
żeli człowiek potrafi sprowokować małże do wytworzenia pewnej
ilości masy perłowej, to może również w falach mórz i oceanów od-
działują jakieś zwykłe, nie nadprzyrodzone czynniki, które zmusza-
ją małże do wytwarzania pereł. Słuszność takiego przypuszcze-
nia potwierdziły wyniki badań przeprowadzonych dopiero w końcu
XIX i w XX wieku.