Niebezpieczeństwa a perły
O tej jesiennej porze roku zmrok na północy zapadał o wiele
wcześniej niż tam, skąd przybył myśliwy. Powrót ciemną, bezksiężyco-
wą nocą* groził czyhającymi zewsząd niebezpieczeństwami. Nie
zapominajmy, że lasy były wówczas pełne dzikich zwierząt i złych
duchów. Myśliwy postanowił pozostać na brzegu morza aż do
wschodu słońca, aby wczesnym świtem wyruszyć w drogę powrotną.
Zbudowany naprędce szałas posłużył mu za schronienie. Nad ranem
sztorm ucichł. Myśliwy przed wyruszeniem w drogę postanowił raz
jeszcze zobaczyć tę dziwną, wielką wodę.
Morze było spokojne i zupełnie nie przypominało tego wczoraj-
szego, z ogromnymi falami. Piasek plaży, jeszcze mokry, pokrywały
ciemnobrązowe wodorosty i kawałki zbutwiałego drewna, pomiędzy
którymi błyszczały złociste grudki. Człowiek zabrał kilka dziwnych
kamyków, których barwa przypominała mu wschodzące słońce. Być
może był przekonany, że to dzięki tym grudkom morze się uspokoiło,
ustał sztorm.
Po powrocie w rodzinnestrony opowiedziałswoim bliskim o morzu,
sztormie, nocy w szałasie i złocistych kamykach. Jeden kamyk dał
do obejrzenia. Kamyk był złoty, lśniący, ciepły i przy dłuższym trzy-
maniu w dłoniach wydzielałz siebie woń żywicy. O, nie byłto zwyczaj-
ny kamień, taki, jakie spotykali na co dzień w swojej okolicy ani tam,
gdzie dotychczas polowali. Inny, tajemniczy, a może magiczny?